Popularne posty

W sam raz dla ucznia

5


Już za rok zacznę recytować trzy pytania. Pięć dni w tygodniu, o stałej porze, bez względu na pogodę, samopoczucie i wszystkie wymówki świata. Trzy pytania, na których opiera się świat matki, a przede wszystkim matki ucznia i porządek wszechświata, moja przyszła mantra:

Czytaj dalej »

Koniec pustych ścian

11


Historia budowania ścian rozpoczyna się w momencie , gdy jakiś nikomu bliżej nie znany Neandertalczyk położył na sobie dwa kamienie i pomyślał. W jego skromnym, jak jak zakupy przed "pierwszym" umyśle, zakiełkowała pierwsza refleksja nad estetyką dzieła.
Czytaj dalej »

Wiszący fotel

35

W tym poście nie chodzi o to, żeby pokazać jak zrobić identyczny mebel, bo zdaję sobie sprawę, że miałam szczęście znajdując go w sieci. Chcę postawić tezę, że podejście do tematu mniej szablonowo, daje ciekawe efekty. Wiszącą witrynę po dodaniu nóżek może zamienić całkowicie funkcję, drewniany wieszak to świetna oprawa dla plakatu, drzwiczki mogą stać się ramą lustra lub obrazu. Wszystko można przerobić, zamiast wyrzucać, można postawić na oryginalność.

W tym tkwi piękno, bo identycznej ozdoby czy mebla, nie kupi się w sklepie z masową produkcją. Inspirowanie się sklepową witryną to jedno, ale przerabianie mieszkania w wystawkę, to już zupełnie inna kwestia. Zwłaszcza, że jest tysiące miejsc do poszukiwania skarbów i to w dodatku za grosze. 
Nie chcę tu robić z krucjaty w obronie stęchłego drewna, ale mam wrażenie, że za dużo mebli zamiast pod pędzel, idzie na śmietnik. Zastępują je masowe buble i to jest trochę smutne. Ten cały styl skandynawski, tak wdzięcznie wystukujący się w wyszukiwarce, nie ma wiele wspólnego sieciowymi białymi meblami, pomimo iż ich producent przekonuje nas, że jest inaczej. Mieszkanie w Oslo to prostota, funkcjonalność i brak napinki. To też miłość do jakości (nie byle jak, byle biało).
Za cienka w uszach jestem, żeby choć próbować naśladować ten styl, wolę trochę po mojemu, udowadniając, że nie wszystkie skarby babcinego strychu, nadają się do kasacji. 


Jak zrobić aby DIY nie było tanie?

Projekty DIY w założeniu powinny być tańsze od gotowych produktów. Oszczędzamy przecież na "robociźnie", jednak nie płacimy tez za doświadczenie, które ktoś zdobywa przy wykonywaniu swojej pracy. Tańsze jest, ale tylko wtedy, gdy człowiek się do niego odpowiednio zabierze: poczyta, pomyśli, zapyta znajomych o dobra wiertarkę. Tak, wtedy to ma ręce i nogi, o innych częściach ciała nie wspominając. 
Jak do takich rzeczy zabierać się aby jednak tanio nie było, a w dodatku podszyć to pewną dawką adrenaliny? Należy cichaczem na olx kupić fotel, na fali euforii wpływam do budowlanego, gdzie z przerażeniem odkrywamy, że jest więcej niż jedna opcja zawieszenia takiego fotela. Wracam z kołkiem i hakiem, który okazuje się za duży na wszystkie wiertła do betonu razem wzięte. Wracamy po wiertło, kupujemy złe, dziura jest za duża, kołek wypada, happy endu brak. Kolejna wycieczka po zakupy po inne haki, nowe wiertło i zabawa rozkręca się od nowa. Pył pokrywa już całe mieszkanie, a jakby tego było mało wiertło trafia na wzmocnienie w suficie. Po dwóch tygodniach, fotel wisi, kurz mamy w uszach i okazuje się, że zapomnieliśmy przemyśleć kwestię lin. Wyprawa po liny i upragniony sukces.
Uczcie się na cudzych błędach, żeby DIY jednak okazało się tańsze, niż zakup nowego fotela. (Dziury w suficie pokazują, że opowieść nie jest zmyślona)
Jednak...

 DIY może być tanie

Wystarczy uczyć się na cudzych błędach (czytaj: moich) i zaplanować wszystko wcześniej:

- fotel - obejrzyj, sprawdź, czy jest w dobrym stanie. Jeśli kupujesz przez internet poproś o dodatkowe zdjęcia, większość sprzedawców jest uczciwych, więc nie powinno być z tym większego problemu. Mi zadrapania nie są straszne, ale jeśli masz bardziej pedantyczną naturę, czeka cię malowanie lub szlifowanie i to też jest dodatkowy wydatek,

- haki - już teraz wiem, że najlepiej kupić dwa mniejsze i dobre wiertło do betonu (lepiej od razu zapłacić więcej, niż w połowie pracy jechać, po nowe). 

- metalowe kółka lub małe karabińczyki - żeby sznur nie wisiał bezpośrednio na haku. Nasz fotel nie ma się w prawdzie huśtać, tylko delikatnie bujać, ale lepiej nie nadwyrężać liny.

- lina jutowa - długości 10 metrów, czyli w przybliżeniu 4 razy wysokość mieszkania. 

Nie wiem tylko jak to dzieło nazwać. Fotel hamakowy? Trochę mało hamaku w tej konstrukcji. Fotel bujany? Niby się buja, ale w powietrzu, więc nie wie czy można to zaliczyć. Fotel wiszący? Nie pasuje. Chyba najlepiej będzie, nie nazywać tego tworu wcale. Najważniejsze, że wisi, buja się, a ja czasem przyłapuję moje dziewczynki jak siedzą w nim oglądając książki.


To jak, szukamy mebli? Proponuję by w trakcie rodzinnej imprezki, zapytać ukochaną cioteczkę co tam ciekawego skrywa na strychu. A może znudził jej się już stary fotel lub witrynka, która wynosiła do przedpokoju? Nie dajcie się tylko wmanewrować w jakieś głowy dzików, bo i takie cuda potrafi skrywać stare poddasze. Wypchana zwierzyna nie broni się w żadnym wnętrzu. Nie broniła się też, szczególnie za życia, skoro teraz jej truchło wisi na ścianie. 
Niedoceniany już staroć, można odnowić, przemalować, nadać mu zupełnie nową funkcję. Warto się nad tym zastanowić przed kolejną wizytą w sklepie.


Niezbędne jest coś miękkiego na siedzenie i poduch, żeby było naprawdę wygodnie.

Komplet pościeli - Maamut


Poprzednie posty o tym pokoju: 
aletuladnie.blogspot.com/2017/04/pokoik-dziecka-w-stylu-retro.html
aletuladnie.blogspot.com/2016/12/retro-galeria.html

Trochę boję się, czy odbiór tego mebla będzie pozytywny,  bo niebezpieczny... bo stary... Starałam się przemyśleć kwestie bezpieczeństwa, dzieciaki też raczej uważnie z niego korzystają, a jego nadgryzienie zębem czasu, no cóż pozostaje mi poddać to Waszej ocenie. W każdym razie, można mi rzucić w twarz BUJAJ SIĘ i uznam to za komplement.


Czytaj dalej »

Wielkie namiętności

17

Gdy stagnacja i rozleniwienie wkraczają do związku, gdy potrzebujesz nagłej eksplozji uczuć, aby gęstą od emocji atmosferę, móc wyczuć każdym milimetrem naskórka, wystarczy jedno słowo...
Czytaj dalej »

Półki na kwiaty

42


Starość puka do mych drzwi. Macha jedną pomarszczoną ręką, w drugiej trzyma paprotkę i szepce do mnie słodko: napij się ze mną wytrawnego wina. Siadam z nią pod rękę na balkonie, delektując się praniem wiszącym na suszarce, spoglądam na rozwieszone w słońcu gacie i uśmiech rozkwita na mej bladej twarzy. 
Czytaj dalej »

Zielnik

13

Pewna kobieta postanowiła wychowywać dzieci traktując je jak równych sobie, szanując ich wybory i pozwalając na błędy. Żyła w świecie współczesnym, gdy plamy z odzieży dają się łatwo usunąć za pomocą środków piorących. Czasach, gdy odkurzacz z łatwością zbierze z podłogi mąkę , która wysypała się po cisteczkowych eksperymentach i nawet jajko da się z blatu zetrzeć, przy pomocy ścierki. Ta kobieta, zadrapania na kolanach uważając za synonim szczęśliwego dzieciństwa. W jej świecie patyki były czymś więcej niż siedliskiem bakterii, na przyblokowej łące nie przechadzają się żmije. Krótkie wycieczki to nie wypady na Mount Everest.
W tym świecie na drzewach buduje się bazy, na rowerach jeździ się do zdarcia opon. Ona wie, że łzy najlepiej obciera się brudnym rękawem. Borówki w lesie nie są obsikane przez lisy, niedźwiedzie i pantery. Choć pantery śnieżne mogą żyć niedaleko i warto czasem próbować je tropić. Na trawie się leży, nawet gdy mówki czasem wejdą w majtki. A gdy już przy mrówkach jesteśmy, to obserwowanie ich pracy nie jest w tym świecie stratą czasu. To oczywiste, że porzeczki i agrest smakują najlepiej jeśli są zerwane prosto z gałęzi. W tym świecie NIE nie rozpoczyna każdego zdania, ten świat nie daje sobie wmówić, że klaps to nie bicie. Mały człowiek ma prawo do szacunku, mimo że przed chwilą próbował jak smakuje piasek, a przy nosie wiszą mu smarki. Ma prawo przeszkadzać, zadawać pytana i psocić. Ta kobieta to wszystko wie, i gdy nawet ma ochotę trzymać swoje małe szczęścia mocno za ręce w obawie przed zagrożeniami, to pozwala im pobiec przed siebie i doświadczać.

To nie jest opowieść o mnie, ale o tym kim chcę być. Nieudolnie, ale się staram.
Łąka właśnie przestaje być dla nas jednorodnym pasmem zieleni, trochę częściej chodzimy do lasu starając się znajdować nowe okazy. I nie ukrywam, ja też mam z tego dziką radochę. Zbieramy rośliny, kwiaty, liście i gałązki, suszymy, a potem laminujemy. Jeszcze tylko trzeba te wszystkie cuda znaleźć w atlasie, co czasem wymaga trochę wysiłku. Nasza kolekcja rośnie i pod koniec wakacji mamy nadzieję na całkiem pokaźnej grubości zielnik.
Jak zrobić taki zielnik?


Potrzebne są:
- laminator - mój to iLAM firmy LEITZ,
- folie do laminacji,
-  segregator,
- dziurkacz,
- stemple alfabet,
- kartki.

Kilka wskazówek:
Pewna część naszej kolekcji niestety zapleśniała, w trakcie suszenia. Poukładane były prawdopodobnie zbyt gęsto, a część liści była po prostu za gruba na takie suszenie. Dobrze jest je też przygnieść czymś ciężkim, po włożeniu pomiędzy kartki. Kolejną inwestycją będzie dobry atlas roślin, bez niego ani rusz przy takim eksperymencie.

Mam nadzieję, że zielnik będzie się rozrastać. Może kiedyś dojdą opisy poszczególnych roślin, może część okazów uda nam się ususzyć na różnych etapach wegetacji. Mała chwyciła bakcyla i coś czuje, że to nie będzie zabawa na jeden sezon.


Kilka dowodów, że to nie tylko matka rwie teraz łąkowe chaszcze:


Post powstała we współpracy z firmą LEITZ i muszę przyznać, że szalenie miło było pracować z ludźmi, którzy stawiają na kreatywność i własny pomysł, nie narzucając z góry swoich oczekiwań. Brawo!
Czytaj dalej »

Wiszące dekoracje

19

Twój biszkopt przeważnie przypomina omlet, babeczki goście nazywają ciastkami, a sałatka leży nietknięta całą imprezę? Nie martw się, mam sposób jak odwrócić uwagę od potraw.
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 ALE TU ŁADNIE , Blogger