Rośliny dla opornch

52

Alternatywne tytuły:
"Kwiaty, których jeszcze nie uśmierciłam" po mimo tego, że miały wiele powodów by dokonać żywota.
"Ogrodnicze grzeszki" za które pójdę do botanicznego piekła.
"Jakim cudem te rośliny żyją?" Może są sztuczne i nie zauważyłam...



ZAMIOKULCAS

Ostatni raz widziałeś swojego chomika na święta? Raz w środku nocy słyszałeś dziwne skrobanie w rurach, więc tak na wszelki wypadek, raz na kwartał, dosypujesz do jego miseczki trochę słonecznika? Twoje rybki nauczyły się pukać w szybkę na widok gości i wskazywać płetwami na pojemnik z pokarmem? Zakładasz się z kolegami, że jesteś w stanie ususzyć kaktusa? Jeśli tak, Zamiokulcas to roślina dla Ciebie!
Podlewa się ją raz w miesiącu, więc może to być rodzaj świętowania uczczenia dnia wypłaty. Chyba że jesteś freelancerem (cokolwiek to znaczy), to zrób to po prostu pierwszego. I tyle. Fajnie wygląda, nieprzelewany rośnie jak szalony i w biedrze można go czasem dostać za 7 złotych. Jak dla mnie to aż za dużo plusów, jak na jedną zieloną łodygę.
Większy okaz dostałam od koleżanki z przykazaniem nieprzelania - żaden problem. On z kolei dostał z poduszki od mojego dziecka. Po szybkiej reanimacji, jest jak gdyby trochę zamyślony nad swym losem, ale to wojownik! Przetrwał mieszkanie z nami, przerwa i koniec świata. 





SKRZYDŁOKWIAT

Jeśli z roślinami można się porozumiewać, to Skrzydłokwiat prowadzi ze mną prawdzie dialogi. 
- Sucho...
- Ej stary, dasz radę. Jutro cię podleję.
- Opadam z sił nad twoim lenistwem.
- Że niby ta lekko pochylona postawa mam mnie teraz wpędzić w poczucie winy? Nie dramatyzuj.

Gdzieś przeczytałam Skrzydłokwiat lubi być od czasu do czasu przesuszany. Dla mnie bomba! Nie wiem czy systematycznie i od czasu do czasu, w wyjątkowych sytuacjach życiowych można traktować jak synonimy. Niemniej jednak podlewam go przeważnie, gdy jego wątłe liście oblepią doniczkę. A on żyje i nawet kwitnąć próbuje. Szalony!
Podobno oczyszcza powietrze, ale patrząc na tegoroczne normy, musiałabym zrobić z niego trawnik w salonie. Zakładam więc, że ma tylko dwa cele: wyglądać i przeżyć.

Tu jest instrukcja jak można zrobić kwietnik z mosiężnych rurek:
http://aletuladnie.blogspot.com/2016/05/kwietnik-z-mosieznych-rurek.html
lub szurka: http://aletuladnie.blogspot.com/2016/10/kilka-prostych-dekoracji.html 






ŻYWORÓDKA

Podobno w języku Suahili jej nazwa oznacza jak-brzydka-taka-niezniszczalna. Dzieci i psy uciekają na jej widok, niemowlaki wybuchają płaczem, a ptaki rozbijają się o szyby sąsiednich budynków. Jednocześnie buduję się z niej schrony przeciwatomowe i tka sukienki dla feministek. Nikt nie chce tego potwierdzić, ale była pierwszą rośliną wysłaną w kosmos, aby skolonizować inne planety. 
Osobnik nie do zdarcia. Podlewasz - rośnie, nie podlewasz - rośnie wolniej. Nie zorientujesz się kiedy jej rosnące na liściach (ukorzenione!) miniaturki przypuszczą szturm na sąsiednie doniczki. Raz przyłapałam je na wyjadaniu jogurtu z lodówki. A ostatni raz sąsiednie osiedle widziałam, tuż przed wyrzuceniem do ich kontenera kilku rozsadek. 
Co lepsze ten oporny na moje lenistwo sukulent, ma właściwości lecznicze. Pewnie gdyby nie to, że trochę się boję, że mnie pożre we śnie, próbowałabym podjąć się wyleczenia pryszczy.




KUBAŃSKIE OREGANO

O co najczęściej kłócicie się z rodzicami? Niby o rolę kultury i sztuki w dzisiejszym świecie? Nie wierzę! Każda porządna polska rodzina spiera się o politykę (nawet jeśli ma identyczne poglądy). Tylko nie moja (tzn o politykę z tatą, ale z mamą mamy inny temat do gorących dyskusji). 
Otóż każda z nas ma inną teorię co do pewnego chwasta rosnącego w doniczce na oknie. Mama zawsze gorliwie nazywała miętą, ja zaś ze wszystkich sił przekonywałam, że to musi być melisa. Do tych zażartych dyskusji nastrajały nas włochate liście pływające w kompocie. I żadnej z nas, aż do tej pory nie przyszło do głowy zapytać o zdanie wujka. Wujka Google, oczywiście. Wujaszek twierdzi, że to oregano, ale tylko z nazwy bo jego zapach to połączenie mięty, melisy, tymianku, tylko nie... oregano. Zagadka rozwiązana, musimy przestawić się na rozmowy o polityce.
W każdym razie kolejna niezniszczalna roślina domowa. Rosła nawet nad czajnikiem, z którego kilka razy dziennie otaczała ją wrząca para. Ale to nic! Rośnie też u mnie i to jest argument.



SANSEWIERIA

Znacie te sztuczki rodziców, że robią coś za ciebie, a potem udają, że to ty jesteś autorem sukcesu. Jak domalowywanie kolorowanek na religię, żeby była piątka. Otwierasz zeszyt po to by dostać ocenę i widzisz, że mam już coś przy nim majstrowała jak spałeś. Albo jak tata udaje, że nie trzyma cię za kurtkę, gdy próbujesz nie stracić mleczaków na lodzie, podczas pierwszych prób jeżdżenia na łyżwach? 
To uczucie powraca do mnie, gdy patrzę na tą roślinkę. Niby wszystko z nią w porządku, niby zielona i nie schnie. W głowie kiełkuje jednak myśl "czy ona, aby przypadkiem nie jest sztuczna?". Czy podlewam regularnie, czy zapominam o niej na miesiąc, sansewieria (nigdy nie wymówię), wygląda identycznie. Mamo, chcę zapytać oficjalnie, czy ty mi w tej doniczce dałaś żywy kwiat?




ARAUKARIA

Podobno wymaga częstego i obfitego podlewania - przeczytałam dzisiaj, próbując znaleźć poprawną pisownię tego iglaka. No to ma pecha, bo nie dość, że kupiona na promocji w biedronce, musiała przesiedzieć kilka godzin w bagażniku na mrozie, obok pieluch, to jeszcze regularne podlewanie widziała tylko w... nie, nie wiedziała nigdy. Z jakiś powodów jednak rośnie, więc mam kolejny powód by nie wierzyć internetowym poradnikom. (Temu poradnikowi też zbytnio nie ufajcie).




ALOES

Taki przywoływacz dziecięcych wspomnień, gdy babcia ładowała mi go do uszu przy każdym kichnięciu. To akurat nie było szczególnie sentymentalne wspomnienie, ale rozłożysty krzak na jej parapecie, mocno wrył mi się w pamięć. Aloes nie za bardzo mnie lubi, rośnie u mnie jakby z łaską, po czym zdycha bez powodu. Jednak musi być w moim domu, bo w końcu go okiełznam i ujarzmię. I będę królem soku z aloesu na dzielni. Zdobędę szacunek i sławę... chyba czas skończyć pisać na dzisiaj.



JAKIMŚ CUDEM JESZCZE ŻYJĄ

Żyją, ale sprawiają że moje życie jest dużo bardziej stresujące. Paproć to moja pierwsza prawdziwa roślina, która wymaga systematycznego podlewania -  i to coś koło niej (co kosztowało piątaka w budowlanym) też musi być podlewane. Boję się ich.


NIE MIAŁY SZCZĘŚCIA

Na moim sumieniu ciążą nie tylko małe grzeszki młodości i starcze nawyki, ale też śmierć kilku istot żywych. Będę się smażyć w botanicznym piekle, smagana batem z bluszczu. 
To piękne geranium nie miało szczęści przetrwać zimy. Płakałam, prosiła, nawoziłam i groziłam, wszystko na nic. Zdechło. Podobnie jak te małe śmieszne dziwolągi z Ikea, których nawet nie zdążyłam sprawdzić nazw, gdy już były w stanie agonii. Bluszcze też u mnie strajkują, po trzeciej nieudanej próbie poddaję się. 



WASZE POLECENIA

Prosząc o rady co może mieć promil szansy przeżycia w skrajnych warunkach i poza brakiem wody, przeżyje również atak nuklearny, dostałam kilka dziwnych nazw:
  • Judyta z pracowniare.pl zasugerowała Zielistkę, Ceropegię Wooda i pachnące Geranium,
  • Ola z czarnobialydomek.blogspot.de poleciła Fatsję japońską,
  • Justyna podpowiedziała, że Nolina również może być odporna na moje lenistwo (a po angielsku nazywa się Ponytail Palm!)
  • Kasia i Ola (na Facebooku) podpowiadają storczyki - to dla wielbicieli koloru w oknach
Nie wypada nie skorzystać z dobrych rad. 



DLA TYCH CO WOLĄ OGLĄDAĆ NIŻ PODLEWAĆ

Jest taka teoria, że najlepsze ciasta piecze sąsiadka, a najpiękniejsze rośliny rosną na Instagramie. Z zachwytu nad niektórymi domowymi ogrodami mam coraz bardziej błędny wzrok w sklepach ogrodniczych. 


Post udostępniony przez Thilde Secher (@thildesecher)

Post udostępniony przez Natural Niche (@natural_niche)





OPLĄTWY

To kolejny niezniszczalna roślina, którą chcę przetestować w moich ekstremalnych warunkach. Podobno nie wymaga gleby, a wodę czerpie z powietrza, wystarczy ją lekko zraszać. Ciekawe.


 Na tym zakończę moje nieprofesjonalne wywody i poradnik stworzony przez laika. Bardzo chętnie poznam Wasze typy roślin dla opornych.

Zdjęcia są mojego autorstwa, lub zostały opublikowane za zgodą właścicieli praw do nich. 

52 komentarze:

  1. Rośliny dla opornych to coś dla mnie ;), a żyworódkę znam i zgadzam się co do jej opisu w 100% to prawdziwa inwazja, to roślinni kosmici ;)
    Pozdrawiam
    Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I rośnie w łyże ziemi, gdyby nie to, że jest tak brzydka wróżyłabym jej prawdziwy sukces.

      Usuń
  2. Jedną malą oplątwę zabiłam :( ale duża się trzyma. Świetne są nikotynowce (prawdziwie nazywają się jakoś dlugaśnie, po łacinie, na "r"), ale trzeba je często podlewać. Na szczęście wybaczają błędy i jak uschną wystarczy je przyciąć ;) probowałaś z kaktusami? Koralowy jest świetny, ale bardzo trudno go dostać. Uwielbiam jeszcze lucky bamboo, wystarczy włożyć do wody. Niestety, nie wszędzie mu dobrze - u rodziców miałam sporą kolekcję, teraz tylko jeden nie zwiędł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle googlowania przede mną! Wszystkie sprawdzę i muszę sobie zrobić kolejny prezent, a także pomyśleć o dodatkowych pólłkach.

      Usuń
  3. Rośliny to cud natury, ożywią każde wnętrze, a dodatkowo, wiele z nich oczyszcza powietrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej! Żyworódka to bardzo ładna roslina (chociaż przyznam szczerze, że też odczuwam przed nią dziwny lęk ;)) czekam aż moja mała ruszy :) Ta roslina za piątaka z marketu budowlanego to chyba difenbachia. Uważaj podczas przesadzania (podlewaj regularnie i często to dożyje :D), lepiej robić to w rękawiczkach. Mi jej sok podrażnił trochę dłonie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie jest ładna. Ma swój urok, ale ładna nie jest :)
      Difenbachia stoi obok paprotki, więc jest szansa, że przeżyje. Choć staram się już nie nastawiać, bo potem serce mi pęka.

      Usuń
    2. Dla mnie wszystkie rośliny są ładne, także żyworódka :) Chociaż nie, jest jedna taka, której się boję i brzydzę- davallia fejeensis. Jakże myląca i jak słodko brzmiąca jest jej angielska nazwa- rabbits foot fern...toż to są nogi tarantuli, a nie króliczka ;D

      Usuń
    3. Ta davallia to taka sympatyczna się wydaje, jak zielona wersja kuzyna cośka :D

      Usuń
  5. Mamy podobne doświadczenia, ale ja nawet kaktusa ususzyłam ;p Żyworódka mnie zaintrygowała. Arakuria tez wydawała mi sie rośliną niezniszczalną. Miałam ją dwa lata. Pieknie rosła. W tym roku jednak trochę jej zmieniałam miejsce. Z kąta w kąt i niestety nie przezyła tych przeprowadzek. Potem się dowiedziałam, że tego te rośliny nie lubią. Wiec nie funduj swojej takich wrazen. Kilka podobnych kwiatków co ty tez mam na sumieniu. oplątwy polecam. Moje żyją :) i spryskuje je co 4-5 dni ;)
    Pilea też nie jest trudna w hodowli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to sprzedałaś mi dobry patent,bo moja już drugi raz zmienia miejsce zamieszkania. Muszę przestać ją przestawiać co tydzień.
      Kuszą mnie e oplątwy, nawet już sobie wymyśliłam, że zawieszę je w pustych ramkach. To ma szanse fajnie wyglądać :)

      Usuń
    2. Miałam oplątwy w pustych ramkach ze starego drewna.Wyglada super. Gdzies u mnie na isnta znjadziesz fotę ;)

      Usuń
  6. Świetnie napisany post :) Uśmiałam się. Zdecydowanie odkładam go na bok, bo moim postanowieniem noworocznym jest ogarnięcie w końcu miejskiej dżungli w salonie, a po ostatnim morderstwie na sukulentach (podobno też rośliny dla opornych) nie będzie to łatwe zadanie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie coś nie tak jest z tymi sukulentami, też nie mam do nich ręki. Chyba je przelewam, albo żywią do mnie ukrytą niechęć z powodu morderstw na rodzinie. Nie mam pojęcia o co chodzi. W każdym razie nie to nie, jest wiele innych i większych roślin łatwych w hodowli. niech się sukulenty wypchają! ;)

      Usuń
  7. Zamiokulcasy mam na sumieniu dwa. Mówisz, że takie łatwe w obsłudze? Załamałam się więc dokumentnie teraz. Potrzebuję koniecznie jakiegoś w miarę dużego kwiatka, żeby mi zasłonił kontakt i kłębowisko kabli, ale jakoś żaden długo nie wytrzymuje. Masz jakiś sprawdzony cieniolubny? pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj jeszcze raz z Zamikulkasem, ale tym razem z postanowieniem podlewania tylko "pierwszego". Jak zaczynałam im przedobrzać z wodą to od razu żółkły liście.

      Usuń
  8. Hahaha, kapitalny post :D uśmiałam się :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest tylko jeden problem: weny do takich literackich wynurzeń dostaję tylko po 2 w nocy, więc okupione jest to ciężkim niewyspaniem.

      Usuń
  9. Ale się uśmiałam czytając Twój post :D Mam podobny zestaw roślin dla opornych w domu :) Dorzuciłabym jeszcze filodendrony do tej listy. A o tej roślince podobnej do choinki to nie wiedziałam że jednak też jest wytrzymała na nie-najlepszych-ogrodników ;) Muszę sobie ją sprawić bo bardzo mi się podoba. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taki zwisający? Fajny!
      Araukaria żyje już od grudnia, a kupiłam ja tylko dlatego, że obok Starca Rowleya wygląda genialnie na zdjęciach skandynawskich wnętrz(grunt to dobra motywacja ;)). Starzec mi spleśniał, choina rośnie

      Usuń
  10. Uważaj z oplątwami, jedna mi uschła, a druga właśnie zaczyna gnić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie takie dla opornych jak myślałam...

      Usuń
  11. U mnie trochę lepiej z kwiatami, od momentu przeprowadzki na swoje...Wcześniej i kaktusom udawało sie dokonać żywota...Kilka mam co prawda na sumieniu, mimo mojej heroicznej wręcz walki, inne sie dostosowały, o innych trochę poczytałam i dzięki temu pięknie rosną;) W każdym razie staram sie, podlewam i gadam do nich;) Więc wiem jak możesz sie czuc, mając małą przeszłość kryminalno - kwiatową...Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "przeszłość kryminalno-kwiatowa" DOBRE! Masz rację, lekka wiedza się przydaje, ale jak coś już cię nie polubi, to nie ma siły żeby rosło. Mam wrażenie, że bluszcze gdy tylko przekraczają próg mojego domu, zaraz zaczynają zdychać. Nie jesteśmy kompatybilni.
      Teraz jeszcze te potrzebujące umiarkowanego podlewania raz w tygodniu wkładam do wanny i przelewam, spryskuję. I to jest całkiem fajny sposób, tyle że lenistwo cierpi :)

      Usuń
  12. Jakbym czytała o sobie :D
    Zabiłam już chyba wszystkie możliwe domowe kwiaty. Od takich maciupkich, składających się z miliona listków i drobnych białych kwiatków, przez benjaminy, paprocie, lawendę (!!!), na kaktusach kończąc (jednego przelałam, drugiego ususzyłam). Jak na razie dzielnie się trzyma zamiokulkas i coś podobnego do tego obok paprotki na Twoim zdjęciu. Jak podleję raz na 2 tygodnie, to sukces. Przez prawie 2 lata miałam gwiazdę betlejemską. Nie zakwitła co prawda, ale ładnym drzewkiem była :) W tym roku zamierzam reaktywować balkon i sprawić żeby przeżyła azalia w formie drzewka na parapecie (przynajmniej niech do jesieni dotrwa :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to nie mieć zbyt wygórowanych wymagań, bo się przykro robi jak rośliny okazują się wredne delikatne. Też powoli przymierzam się do balkonu, choć znając życie pewnie obudzę się w lipcu. Pomidorki koktajlowe to mój hicior! Pomidor nie jest wrażliwy na brak wody i uwielbia słońce. A pod koniec sierpnia dzieciaki obrywają go jak krzak malin.
      Daj zanać jak poszło z azalią, bosko wygląda, ale trochę się boje że nie jest dla opornych :)

      Usuń
  13. Ja bym dodała dracene i monstere. Żyją u mnie i powiem szczerze że szaleją ze wzrostem ostro. Nie jestem jakimś cool ogrodnikiem, dbam o nie ale bez przesady. To samo tyczy się storczyka, mam jednego jedynego, podlewam jak mi się przypomni a kwiatów ma multum. Chyba mnie trochę lubi 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. STRASZNIE mam ochotę na monasterę! Fantastycznie wygląda, tylko nie mogę znaleźć takiej w dobrej cenie, na której mogę poeksperymentować. A wydać kilkadziesiąt złotych na coś co według wszelkiego prawdopodobieństwa uschnie w ciągu kilku tygodni, trochę mnie odstrasza

      Usuń
    2. Ja swoje kupiłam małe, niemrawe na hali w Auchanie za bagatela 10 ziko za sztukę, także polecam obadac takie rejony 😊😀

      Usuń
    3. Następnym razem zamiast po makaron, skręcę w dział ogrodniczy :D

      Usuń
  14. Bardzo ciekawy wpis i mam nadzieje, że wyciągnę z niego odpowiednie wnioski, ponieważ z pewnych powodów rośliny w moim mieszkaniu nie chcą rosnąć;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to uparte stworzenia, postarasz je wymianą na nowe, może przemyślą takie zachowanie. Albo po prostu, wymień na takie które wystarczy podlewać od przypadku do przypadku

      Usuń
  15. Kocham rośliny i nie wyobrażam sobie domu bez nich. Zawsze sądziłam że nie mam ręki do roślin, ale jak tak patrzę na nie i widzę, że żyją (jeszcze) i pięknie rosną to myślę sobie "eej.... nie jest źle! :-)"

    Jak tylko ogarnę swoją domową dżunglę to ją obfotografuję :-)
    Pozdrowionka,
    Weronika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Mam teraz hopla na punkcie roślinnych aranżacji, inspiracji nigdy dość

      Usuń
  16. Ale się uśmiałam :) Rewelacyjnie to napisałaś :)
    Część tych kwiatów mam - bo są na mnie odporne ;)
    a te oregano, to wg mojej szwagierki mięta - nie polecam do drinków, strasznie niedobre :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod różnymi nazwami funkcjonuje w internecie, nie wiem jak do drinków, ale w kompocie całkiem spoko :)

      Usuń
  17. Mam skrzydłokwiat i serdecznie polecam - roślinka jest wytrzymała - jak do tej pory przeżyła u mnie dwa miesiące - co graniczy z cudem jeżeli chodzi o moje kwiatki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już pójdzie z górki, a jak trochę o niej zapomnisz, to nawet po lekkim zżółknięciu powraca do formy. Lubi cotygodniowe kąpiele - ale to nie jest warunek konieczny

      Usuń
  18. Gdzie kupujesz takie piękne donice? Od dłuższego czasu szukam glinianych prostych donic i nic...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ikea, Leroy i kilka wygrzebanych z piwnicy dzięki OLX. Teraz w Ikea jest chyba nawet promocja

      Usuń
  19. Nie wiem, czy jest się czym chwalić, ale ja wykończyłam zamię ;) a dobrze chowa się u mnie głównie kurz ;) no i jeszcze bluszcz jakoś znosi moje ogrodnicze zapędy ;) pozdrawiam i gratuluję miejskiej dżungli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musimy wymienić się poradami ogrodniczymi (poza kurzem oczywiście, bo i u mnie pięknie książki obrasta), bo mordują każdy bluszcz i to w dwa tygodnie po zakupie

      Usuń
  20. ale się uśmiałam! opis żyworódki zrobił mi dziś dzień :) mimo, że jestem z tych co akurat patyk ukorzenią, czyli teoretycznie skrajny biegun, też mi się zdarzyło parę grzechów śmiertelnych :) będę wracać bo uroczo tu u Ciebie :)
    www.roomrebel.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pielęgnuj swój dar - powiedział zabójca roślin :D
      Wrota bloga stoją zawsze otworem, lekko podparte patykiem, więc jak coś wiesz co z nim zrobić...

      Usuń
  21. Żyworódka rządzi! Odkryłam ją jakiś miesiąc temu:) W pracy na parapecie rośnie to COŚ. Niby grzecznie w doniczce, ale... w tej samej doniczce ma milion kiełkujących dzieci ( chyba sprzątaczka je systematycznie eksterminuje), a nawet na podstawce pod doniczką ( czyli zero ziemi) potrafi uchować się kilkucentymetrowy okaz :) Dlatego stwierdziłąm, że skoro ta roślinka nawet bez ziemi daje radę, to się dogadamy :) Mam już trzy doniczki z mini żyworódkami. Jednak prawdziwy egzamin jeszcze przed żyworódką: jak trochę podrośnie, podaruję ją mojej siostrze :) Ta to ma talent botaniczny.... jeszcze nikt się jej nie oparł ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że zabiegi sprzątaczki już nie raz uratowały wam życie, a jeśli nie życie to przynajmniej jedzenie w biurkach (wiem że macie tam batoniki, też swoje tak chowam). W batalii z ostrą, mimo wszystko postawiłabym na żyworódkę, skurczybyk nie do zdarcia

      Usuń
  22. Coś dla mnie! Jedyne rośliny jakie przetrwały w moim domu, to te sztuczne z ikea ;) Kocham kwiaty, ale kompletnie nie mam do nich ręki.

    P.S. Ale tu u Ciebie ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o co chodzi, kocham piękne meble, ale kompletnie nie mam na nie kasy ;) no i mam jeszcze dwa szkodniki, które dewastują przestrzeń. I teraz, jeśli w kwestii dizajnerskich dodatków, nic nie mogę zmienić, tak w przypadku zieleniny idę na ilość. Coś w końcu przeżyje, albo ja się nauczę. Kupuj rośliny, coś w końcu przeżyje (nawet statystycznie)

      Usuń
  23. Świetny blog ! :D Moje roślinki raczej mają ze mną dobrze, sporadycznie zapomnę podlać, ale cały czas dobrze się mają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, moje rośliny też by zazdrościły, więc nic im nie powiem

      Usuń

Copyright © 2014 ALE TU ŁADNIE , Blogger